6 lat ŁASKI. Dziękczynne pożegnanie po sześciu latach
„Sutanna”
- Nie słyszałeś Jego słów i nie pukał w twoje drzwi,
a jednak przyszedłeś do Niego.
On ci krzyż dać swój mógł wśród życiowych dróg.
Zapukałeś i stanąłeś u drzwi Jego. Ref. Wystarczyła ci sutanna uboga
i ubogi wystarczył ci ślub,
bo wiedziałeś, kim jesteś dla Boga
i wiedziałeś, co tobie dał Bóg. - Cóż ci Jezus mógł dać oprócz trudnej drogi swej?
Cóż ci mógł powiedzieć w powitaniu?
Dobrze wie, jak trudne są Jego drogi
i najczęściej mówi w powołaniu.
Pieśnią „Sutanna”, niezwykle wymownie wpisującą się w charakter tego spotkania, rozpoczęła się Msza Święta, podczas której parafianie zgromadzili się, aby podziękować księdzu Arturowi Kasprzyckiemu za sześć lat kapłańskiej posługi w Graczach.
22 sierpnia 2026 roku w kościele parafialnym pw. Trójcy Świętej w Graczach została odprawiona Msza Święta w intencji Księdza Proboszcza Artura Kasprzyckiego. Był to czas wspólnej modlitwy i dziękczynienia za sześć lat jego kapłańskiej posługi w naszej parafii oraz prośby o Boże błogosławieństwo, opiekę Najświętszej Maryi Panny, dary Ducha Świętego i zdrowie na dalszej drodze kapłańskiego powołania.
Zgodnie z dekretem biskupa opolskiego Andrzeja Czai z czerwca 2026 roku ks. dr Artur Kasprzycki, nasz KSIĄDZ PROBOSZCZ, został mianowany proboszczem Parafii Przemienienia Pańskiego w Opolu. Jego następcą w Parafii Trójcy Świętej w Graczach został mianowany ks. Krzysztof Romański. Zmiana ta wchodzi w życie 26 sierpnia 2026 roku.
Na Mszę Świętą licznie przybyli parafianie, przyjaciele oraz rodzina księdza Artura. Przyszli, aby wspólnie się modlić i pożegnać nie tylko swojego duszpasterza, ale także człowieka, który przez sześć lat stał się dla wielu z nich przyjacielem, powiernikiem i po prostu dobrym człowiekiem. Tak liczna obecność była świadectwem tego, jak ważny dla wspólnoty Parafii Trójcy Świętej stał się ksiądz Artur i jak wiele osób chciało być z nim w tym szczególnym momencie. W modlitwie uczestniczył również burmistrz Niemodlina Bartłomiej Kostrzewa, choć nie jest parafianinem graczewskiej wspólnoty. Jego obecność była kolejnym znakiem, że żegnaliśmy człowieka, który przez lata zdobył szacunek i sympatię także poza własną parafią.
Przy ołtarzu posługiwała liczna grupa ministrantów. Przybyli obaj parafialni organiści, a oprawę muzyczną zapewniła schola. W kościele unosił się charakterystyczny, jedyny w swoim rodzaju zapach kadzidła. Wszystko miało tego dnia szczególny, uroczysty charakter.
„Zaufać, nawet jeśli jeszcze nie rozumiemy”
Homilia księdza Artura, wygłoszona łamiącym się od wzruszenia głosem, była przede wszystkim świadectwem zaufania Bogu. Mówił o decyzjach, których sens człowiek nie zawsze potrafi dostrzec od razu, o drodze kapłańskiej, która nie zawsze prowadzi tam, gdzie sami chcielibyśmy pójść, oraz o wdzięczności za ludzi, których Bóg stawia na tej drodze.
Punktem odniesienia stała się dla niego Maryja — Jej wewnętrzna zgoda na Boży plan i Jej „tak” wypowiedziane Bogu, mimo że nie znała całej przyszłości. Ksiądz Artur wspominał momenty, w których otrzymywał decyzje dotyczące kolejnych etapów swojej kapłańskiej posługi, nie znając jeszcze ich pełnego sensu ani konsekwencji. W takich chwilach starał się najpierw rozeznawać, a później zaufać.
Dziś, patrząc z perspektywy czasu, widzi, że decyzje, które kiedyś mogły wydawać się trudne, prowadziły do dobra i przynosiły owoce. Także przyjazd do Graczy był decyzją, której wszystkich konsekwencji nie mógł wtedy przewidzieć.
Przyznał, że początki jego posługi w naszej parafii nie były łatwe. Wymagały zaangażowania, odpowiedzialności i podjęcia wielu spraw, które przez lata czekały na uporządkowanie. Nie wszyscy od początku znali szczegóły rozmów z biskupem i podejmowanych decyzji. Potrzeba było czasu, aby wszystko spokojnie rozeznać.
Dziś jednak, po sześciu latach, mógł spojrzeć na parafię zupełnie inaczej. Wspólnota się zmieniła. Rozwinęła się współpraca, wzrosło zaangażowanie wiernych, pojawiły się nowe inicjatywy i nowe formy wspólnego przeżywania wiary. Były nabożeństwa, Droga Krzyżowa ulicami Graczy, Różaniec ulicami Graczy, modlitwy uwielbienia, wieczory uzdrowienia, coraz liczniejsza służba liturgiczna — ministranci, lektorzy, ceremoniarze i szafarze — Parafialny Zespół Caritas oraz wiele innych dzieł podejmowanych wspólnie.
Ksiądz Artur zastanawiał się, jak wyglądałaby dziś parafia, gdyby sześć lat temu powiedział „nie”. I chyba właśnie w tym pytaniu zawierała się najważniejsza odpowiedź: niektórych rzeczy, które dziś są częścią życia naszej wspólnoty, po prostu by nie było.
Wdzięczność za ludzi
Wiele miejsca w homilii zajęło podziękowanie. Za modlitwę, otwartość, zaufanie i gotowość do wspólnego przeżywania zarówno chwil radosnych, jak i trudnych. Za współpracę przy dziełach duszpasterskich i za to, że parafianie potrafili przyjmować także pomysły wymagające, nietypowe, a czasem pewnie zaskakujące.
Ksiądz Artur dziękował Parafialnej Radzie Duszpasterskiej oraz Parafialnej Radzie Ekonomicznej, władzom lokalnym oraz wszystkim, którzy wspierali renowację kościoła. Dziękował ludziom, którzy swoją pracą, czasem, wiedzą i zaangażowaniem dokładali kolejne cegiełki do wspólnego dzieła.
Nie zabrakło także wdzięczności za rodzinę, szczególnie za rodziców, którzy towarzyszyli mu podczas tych sześciu lat posługi i pomagali mu wytrwać.
Mówiąc o kapłaństwie, ksiądz Artur podkreślił, że jego najpiękniejszą stroną jest możliwość towarzyszenia ludziom w najważniejszych momentach ich życia — podczas chrztu dzieci, przygotowania do Pierwszej Komunii Świętej, bierzmowania, ślubów i rodzinnych uroczystości. To właśnie spotkanie z drugim człowiekiem, jego radością, cierpieniem, nadzieją i wiarą nadaje kapłańskiej posłudze szczególną wartość.
Kościół – dzieło wspólne
Jednym z najbardziej widocznych znaków wspólnego wysiłku całej wspólnoty jest renowacja naszego kościoła parafialnego. Ksiądz Artur przypomniał, że prace jeszcze się nie zakończyły, ale ich zaawansowanie pozwala już dziś patrzeć na nie z ogromną radością i wdzięcznością.
Podkreślił znaczenie konstruktywnej krytyki, wzajemnego wsparcia i odpowiedzialności tych, którzy współtworzyli to dzieło. Bo jego zdaniem sukces nigdy nie jest zasługą jednej osoby. Jest owocem wspólnoty, współpracy i zaufania do wspólnie wyznaczonego celu.
I chyba właśnie tak można spojrzeć na całe sześć lat jego posługi w Graczach.
„Teraz trzeba zaufać jeszcze raz”
W końcowej części homilii ksiądz Artur mówił już bezpośrednio o rozstaniu.
Przeprosił za swoje słabości. Z pokorą przyznał, że bywa impulsywny, że czasem działa, zanim wszystko dokładnie przemyśli. Mówił o konieczności przekazania parafii następcy — księdzu Krzysztofowi Romańskiemu, którego jeszcze nie zna, ale któremu już dziś życzy dobra i Bożego prowadzenia.
Przed nim kolejny etap. Nowa, duża i wymagająca parafia. Nowe obowiązki, nowi ludzie, nowe wyzwania. Ponownie będzie musiał się uczyć, dostosowywać, podejmować odpowiedzialność i oddawać swoje siły.
I znów — jak sześć lat temu — pozostaje mu zaufać.
Poprosił parafian o modlitwę. Prosił, aby pamiętali o nim także wtedy, gdy nie będzie już stał przy naszym ołtarzu.
I właśnie w tym momencie jego słowa nabrały szczególnej mocy. Bo pożegnanie kapłana nie jest przecież tylko rozstaniem człowieka z miejscem, w którym przez sześć lat żył i pracował. Jest także tajemnicą kapłańskiego życia — życia, w którym trzeba być gotowym odejść wtedy, gdy Bóg otwiera kolejne drzwi.
Można było odnieść wrażenie, że tego dnia nie tylko my próbowaliśmy zrozumieć decyzję o zmianie. Próbował ją zrozumieć również sam ksiądz Artur. Tak jak my miał w sercu pytania, żal i smutek. Tak jak my musiał zmierzyć się z tym, czego nie chciałby żegnać.
A jednak mówił o zaufaniu.
Bo być może właśnie na tym polega kapłaństwo: nie na tym, by zawsze rozumieć Boży plan, ale by mieć odwagę powiedzieć Bogu „tak” także wtedy, gdy człowiek jeszcze nie widzi drogi, którą ma przejść.
W jego słowach można było odnaleźć także coś jeszcze — cichą prawdę o kapłaństwie. O człowieku, który jest blisko ludzi, a jednocześnie w wielu sprawach swojej drogi musi pozostać sam na sam z Bogiem. O kapłanie, który niesie ciężar odpowiedzialności, podejmuje decyzje, słucha ludzkich historii, towarzyszy innym w ich cierpieniu i radości, a sam również potrzebuje modlitwy, zrozumienia i zwyczajnej ludzkiej bliskości.
Tego dnia chyba wielu z nas po raz pierwszy pomyślało o tym, jak naprawdę wygląda życie księdza.
Po homilii, przerywanej wzruszeniem i łzami — zarówno księdza Artura, jak i wielu obecnych — w kościele zapadła cisza. Jedni ocierali łzy, inni milczeli, jeszcze inni próbowali po prostu przyjąć to, co się dzieje. Ta cisza mówiła więcej niż wiele słów.
A potem zabrzmiało uroczyste „Te Deum laudamus” — podniosłe, pełne wiary i wdzięczności. Jakby cała wspólnota chciała tym śpiewem powiedzieć: „Boże, dziękujemy Ci za te sześć lat”.
Ostatnie słowa wdzięczności
Ostatnim akcentem tego spotkania była wdzięczność.
Do księdza Artura ustawiła się długa kolejka ludzi. Przychodzili przedstawiciele sołectw: Graczy, Magnuszowic, Magnuszowiczek, Molestowic, Radoszowic i Saren Wielkich. Przychodzili przedstawiciele Żywego Różańca, Liturgicznej Służby Ołtarza, scholi, Ochotniczej Straży Pożarnej i wielu innych grup oraz wspólnot.
Wśród osób, które chciały podziękować księdzu Arturowi, znaleźli się także przedstawiciele społeczności Monaru w Graczach. Ich obecność była pięknym świadectwem tego, że jego kapłańska posługa przekraczała granice parafialnych wspólnot i docierała również do tych, którzy potrzebowali obecności, rozmowy, akceptacji i zwyczajnego ludzkiego dobra.
Szczególne słowa wdzięczności skierowano również do rodziców księdza Artura. Przez całe sześć lat byli blisko swojego syna, a mimo wieku i własnych problemów zdrowotnych troszczyli się o niego, wspierali go i pomagali mu w codziennym funkcjonowaniu. Dbali także o plebanię i o to, aby miejsce, które było przez te lata domem księdza Artura, mogło być otwarte i gościnne dla innych. Ich cicha, codzienna obecność była czymś, czego być może nie zawsze było widać, ale co miało ogromne znaczenie. Dlatego parafianie chcieli podziękować również im — za miłość, troskę, poświęcenie i za wszystkie te chwile, w których byli dla swojego syna wsparciem.
Były podziękowania, życzenia, kwiaty i słowa, które trudno było wypowiedzieć bez wzruszenia.
Każdy przynosił coś innego, ale wszystkie te gesty mówiły właściwie to samo:
Dziękujemy, Księże Arturze.
Dziękujemy za sześć lat.
Za Msze Święte, homilie, rozmowy, modlitwy i obecność. Za rzeczy wielkie i małe. Za to, co zostało zrobione, i za to, co dzięki Tobie zaczęło się dziać w naszej wspólnocie. Za ludzi, których połączyłeś. Za dobro, które — mamy nadzieję — będzie żyło dalej.
Dziś z pokorą przyjmujemy to, co Bóg dla nas zaplanował. Nie jest nam łatwo. Jesteśmy tylko ludźmi i nie zawsze potrafimy zrozumieć Boży plan. Czasem pozostaje nam jedynie zaufać.
Dlatego, wzorem księdza Artura, patrzymy na Maryję.
Ona również nie znała całej drogi. Nie wiedziała, co przyniesie jutro. A jednak powiedziała Bogu: „Tak”.
Dziś my także chcemy powiedzieć: „Tak” — choć serce boli, choć trudno się rozstać, choć jeszcze nie wiemy, dokąd ta zmiana nas zaprowadzi.
Wierzymy, że więzi, które przez sześć lat budował ksiądz Artur, nie kończą się wraz z jego odejściem. Bo prawdziwe więzi nie są zbudowane z miejsca, urzędu czy codziennych spotkań. Są utkane z modlitwy, wdzięczności, zaufania, wspólnych doświadczeń i wartości, które pozostają.
Dlatego nie mówimy: „to już koniec”.
Mówimy: „to kolejny etap”.
Księże Arturze, zabierasz ze sobą część naszej parafii, ale zostawiasz nam także część siebie. My natomiast chcemy zabrać ze sobą to, czego nas nauczyłeś — przede wszystkim, że Kościół jest wspólnotą, że dobro rodzi się ze współpracy i że nawet wtedy, gdy nie rozumiemy drogi, można nią iść z ufnością.
Obiecujemy, że będziemy kontynuować rozpoczęte dzieła i troszczyć się o to, co wspólnie udało się zbudować.
A Tobie życzymy, abyś na nowej drodze nigdy nie zwątpił, że jesteś prowadzony.
Niech Bóg daje Ci siłę, kiedy będzie trudno.
Niech daje Ci ludzi, z którymi będziesz mógł dzielić odpowiedzialność.
Niech Matka Boża otacza Cię swoją opieką.
Niech Duch Święty prowadzi Cię w każdej decyzji.
I niech nigdy nie zabraknie Ci świadomości, że tam, gdziekolwiek będziesz posługiwał, zostawiasz po sobie dobro.
A kiedy kiedyś spojrzysz wstecz na te sześć lat, mamy nadzieję, że pomyślisz o Graczach z wdzięcznością.
My już dziś patrzymy na ten czas właśnie tak.
Sześć lat ŁASKI.
Dziękujemy Ci, Księże Arturze.
Za wszystko.
I prosimy — zostań z nami w modlitwie, tak jak my pozostaniemy z Tobą.
Szczęść Boże!