Są podróże, które mierzy się w kilometrach, i są takie, które mierzy się głębią przeżyć, siłą wspólnoty i bliskością Boga. W dniach od 3 do 9 maja 2026 roku, grupa parafian z Graczy i Makowic stała się uczestnikami właśnie takiej podróży – pielgrzymki śladami wiary przez Bośnię i Hercegowinę oraz Chorwację. Był to czas intensywny, bogaty w doznania i łaski, którego wspomnienie na zawsze pozostanie w naszych sercach.
Po nocy spędzonej w drodze, przemierzając Czechy, Słowenię, Węgry i Chorwację, dotarliśmy do gościnnej Bośni i Hercegowiny. Naszym pierwszym przystankiem było Sarajewo – miasto o niezwykłej duszy, gdzie historia na każdym kroku splata się z teraźniejszością, a Wschód spotyka Zachód.
Spacerowaliśmy uliczkami Starego Miasta, które tętnią życiem i opowiadają tysiące historii. Widzieliśmy, jak w jednej przestrzeni zgodnie współistnieją strzeliste wieże katolickiej Katedry Serca Jezusowego i złote kopuły wiekowych cerkwi. Stanęliśmy w miejscu, gdzie jeden strzał zmienił bieg historii Europy, ale też z zadumą odnajdywaliśmy ślady niedawnej wojny – poruszające „Róże Sarajewa” na chodnikach.
Był też czas na poznanie lokalnej kultury smakiem – aromatyczną „bosanską kavą” i słodką baklawą. Jednak zwieńczeniem dnia było to, co najważniejsze – wspólna Msza Święta w kościele św. Antoniego Padewskiego. To tam, w sercu tego wielokulturowego miasta, złożyliśmy wszystkie intencje, które wieziemy w sercach do Medjugorie.
Poranek 5 maja przywitał nas w Sarajewie, skąd wyruszyliśmy w dalszą drogę. Malownicza trasa wzdłuż szmaragdowej rzeki Neretwy zaprowadziła nas prosto do Mostaru, gdzie przywitało nas prawdziwie bałkańskie słońce i upał.
W towarzystwie przewodnika zanurzyliśmy się w historię tego niezwykłego miasta. Przechadzaliśmy się wąskimi, kamiennymi uliczkami Starego Miasta, podziwiając Krzywy Most i słynny Stary Most – symbol pojednania, który niczym kamienna tęcza łączy dwa brzegi i dwie kultury. Na gwarnych targach stragany uginały się od lokalnych specjałów: butelek złocistej oliwy i słoików pełnych dżemów z granatów i fig, a my, chłodząc się pysznymi lodami, chłonęliśmy atmosferę tego miejsca.
Z Mostaru, z modlitwą różańcową na ustach, ruszyliśmy prosto do celu naszej podróży. Do Medjugorie.
Już od pierwszych chwil czuć było tu niezwykłą, modlitewną atmosferę. Pani przewodnik w poruszający sposób wprowadziła nas w historię objawień Matki Bożej, pozwalając nam dotknąć tajemnicy tego miejsca. Dzień zwieńczyliśmy wspólną Eucharystią w kościele św. Jakuba, nowenną do Ducha Świętego i cichą adoracją Najświętszego Sakramentu. Ogrom pielgrzymów z całego świata, zjednoczonych w jednej modlitwie, robił niesamowite wrażenie i utwierdzał w wierze.
Byliśmy u Matki.
Rozpoczęliśmy dzień bardzo wcześnie, gdy świat spowijał jeszcze półmrok. Naszym celem była góra Križevac. Kamienista ścieżka, wiodąca stromo w górę, stała się naszą Drogą Krzyżową. Każdy krok, stawiany ostrożnie na ostrych głazach, był modlitwą. Każdy oddech – westchnieniem zanoszonym w osobistych intencjach, które dźwigaliśmy w sercach.
Ta wspinaczka była najpiękniejszą lekcją wspólnoty. Rytm naszego marszu wyznaczała nie siła najszybszych, lecz potrzeba tych, którzy na chwilę musieli przystanąć. Nikt nie został sam – podawane dłonie i ciche słowa otuchy tworzyły między nami niewidzialną więź, silniejszą niż zmęczenie.
W pewnym momencie, w akcie głębokiej pokuty i oddania, nasz ksiądz zdjął buty. W jego ślady poszła część z nas, jednocząc się w niezwykłym duchowym doświadczeniu, gdzie każdy krok na twardych, zimnych skałach i kamykach stawał się namacalną ofiarą i modlitwą.
Po chwili wytchnienia ruszyliśmy na Wzgórze Objawień – Podbrdo. To tam, gdzie Niebo dotknęło ziemi. Ponownie, wspinając się, zmagaliśmy się z własnymi słabościami, by u stóp figury Matki Bożej złożyć nasze troski i podziękować za siłę.
Nagrodą za ten duchowy i fizyczny trud był odpoczynek nad malowniczymi Wodospadami Kravica, gdzie szum wody i piękno przyrody pozwoliły na regenerację.
Dzień, pełen wysiłku i głębokich przeżyć, znalazł swoje zwieńczenie tam, gdzie bije serce Medjugorie – w kościele św. Jakuba. Zmęczone ciała znalazły spoczynek w kościelnych ławkach, a dusze zostały pokrzepione najcenniejszym pokarmem – Eucharystią, która nadała sens całemu naszemu trudowi.
Skoro świt, z modlitwą i śpiewem „Godzinek” na ustach, wyruszyliśmy w podróż na chorwackie wybrzeże. Trasa sama w sobie była nagrodą – podziwialiśmy malownicze pejzaże i słynne hodowle ostryg w Zatoce Malostonskiej, chłonąc piękno tego regionu.
W Dubrowniku czekała na nas historia zaklęta w kamieniu. Dzięki naszej przewodniczce, obdarzonej niezwykłym poczuciem humoru i dystansem do siebie, burzliwa historia tego miejsca stała się fascynującą opowieścią – przekazaną mądrze i z uśmiechem.
Punktem kulminacyjnym naszego pobytu była jednak chwila wyciszenia w samym sercu tętniącego życiem miasta. W barokowym kościele św. Błażeja, patrona Dubrownika, mieliśmy niezwykły przywilej uczestniczyć w polskiej Mszy Świętej. Wokół nas tłumy turystów, a my, w ciszy, mieliśmy tę wspaniałą świątynię tylko dla siebie. To było potężne duchowe przeżycie.
Eucharystię sprawowali wspólnie ksiądz Sławomir i ksiądz Artur, a dla księdza Sławomira był to dzień szczególnie wyjątkowy – dokładnie wtedy przypadała 34. rocznica jego święceń diakonatu! Drogiemu Księdzu Sławkowi życzyliśmy obfitości Bożych łask, światła Ducha Świętego i nieustającej radości z posługi Bogu i ludziom. Niech Matka Boża otacza go swoją opieką każdego dnia.
Po Mszy, zgodnie z tradycją tego miejsca, otrzymaliśmy specjalne błogosławieństwo gardeł – w końcu św. Błażej jest patronem wszystkich, którzy na co dzień pracują głosem.
W drodze powrotnej, tuż przy granicy w Neum, zatrzymaliśmy się na chwilę w lokalnej winiarni, by skosztować i zakupić regionalne specjały. Podróż do Medjugorie upłynęła nam oczywiście na modlitwie różańcowej. Wieczór był czasem wolnym, ale część z nas, razem z księżmi, wybrała się jeszcze na spacer do podnóża Góry Objawień, by w ciszy pobyć przy niebieskich krzyżach.
Każda pielgrzymka to droga, a każda droga ma swoje etapy. 8 maja nadszedł czas pożegnania z Medjugorie. Rozpoczęliśmy ten dzień od Mszy Świętej w Kaplicy św. Jana Pawła II, gdzie nasze głosy złączyły się w modlitwie z głosami rodaków z Podkarpacia i Podhala. Jeśli mielibyśmy zamknąć ten święty czas w jednym słowie, byłoby to: ŁASKA. To słowo najlepiej oddaje wszystko, czego tu doświadczyliśmy.
Po Mszy ruszyliśmy w drogę do ikonicznego Splitu, gdzie czekała na nas zupełnie inna lekcja. Z przewodnikiem zanurzyliśmy się w historię, spacerując pośród monumentalnych ruin pałacu cesarza Dioklecjana. Atmosferę tego niezwykłego miejsca dopełnił śpiew prawdziwej chorwackiej męskiej klapy, której głosy niosły się echem po starożytnych kamieniach. Stojąc pośród murów, które wzniósł jeden z największych prześladowców chrześcijan, trudno było nie ulec refleksji nad potęgą wiary. Mury potężnego cesarza są dziś malowniczą ruiną, a wiara, którą próbował zniszczyć, żyje w nas i prowadzi nas przez świat.
Czas wolny był chwilą na złapanie oddechu i zanurzenie się w gwarze miasta. Ostatnie zakupy na lokalnym targu, zapach świeżych ryb i owoców morza w nadmorskich knajpkach i smak najsłodszych, dojrzałych truskawek – to proste radości, które dopełniły obrazu tego miejsca.
Długa, malownicza trasa do stolicy była czasem na wyciszenie i zebranie myśli. Ten czas refleksji pogłębił jeszcze seans filmu „Bóg nie umarł”. Po dniu, w którym najpierw doświadczyliśmy żywej wiary w Medjugorie, a potem staliśmy na gruzach pałacu jej prześladowcy, stał się on dla nas symboliczną klamrą. Przypomnieniem, że wiara, która przetrwała imperia, wciąż wymaga od nas świadectwa i odwagi we współczesnym świecie.
Wieczór zastał nas już w Zagrzebiu, gdzie w hotelu odpoczywaliśmy przed ostatnim etapem naszej podróży.
Wszystko, co dobre, kiedyś się kończy. Ostatni dzień naszej pielgrzymki rozpoczął się rano – o godzinie 7:00 zebraliśmy się w kaplicy domu pielgrzyma przy Parafii św. Barbary Dziewicy i Męczennicy w Zagrzebiu-Vrapče, by wspólnie zaśpiewać Godzinki.
Po tej porannej modlitwie chętne osoby wybrały się na krótki spacer po malowniczej, Kalwarii Vrabčanskiej, a także miały okazję zobaczyć z bliska miejscowy kościół parafialny. Następnie ruszyliśmy w drogę do serca chorwackiej duchowości – sanktuarium w Marija Bistrica, nazywanego „chorwacką Częstochową”. Tam, w zaciszu kaplicy św. Piotra, uczestniczyliśmy w ostatniej Mszy Świętej naszej pielgrzymki, która stała się duchowym zwieńczeniem całej naszej drogi.
Homilia księdza Sławomira uświadomiła nam, że w Bożej Opatrzności nie ma przypadków, a zakończenie pielgrzymowania właśnie u stóp Matki Bożej Bistričkiej jest tego najlepszym dowodem. Zostaliśmy utwierdzeni w przekonaniu, że po powrocie do domu czeka nas codzienna próba wiary – czasem w drobnym geście, słowie czy zderzeniu z obojętnością świata. Naszym zadaniem jest jednak pokazywać całym swoim życiem, że jesteśmy uczniami Chrystusa.
Ten czas ugruntował naszą wiarę, nadzieję i miłość. To owoce, które zabieramy ze sobą, by we właściwym czasie wydały plon w naszej codzienności. Bo z Jezusem możemy wszystko – wystarczy pozwolić, by to On nas prowadził.
A w drodze powrotnej czekała na nas jeszcze jedna, wspaniała, osobista niespodzianka. To sami narzeczeni – nasza pani pilot Weronika i kierowca Łukasz – postanowili podzielić się z nami swoją radością. Zaskoczyli wszystkich, inicjując toast, na który sami zapewnili wino i kubeczki. Oczywiście, cały autobus odpowiedział gromkim „Życzymy, życzymy!”, co stało się najpiękniejszym, ludzkim akcentem na zakończenie naszej wspólnej drogi.
Nasza pielgrzymka do Medjugorie i Sarajewa była czasem niezwykłym, utkanym z modlitwy, wspólnoty i tysięcy przejechanych kilometrów. Wyruszyła nas grupa 44 pielgrzymów – liczba, jak zauważył nasz wieszcz narodowy, doskonała i symboliczna. W tym gronie prowadziło nas duchowo dwóch wspaniałych kapłanów, których obecność była dla nas prawdziwym darem. Za sterami naszego autokaru siedziało dwóch prawdziwych mistrzów kierownicy, którzy bezpiecznie przeprowadzili nas przez granice aż 8 krajów. Dzięki nim wspólnie przemierzyliśmy imponującą odległość około 3300 kilometrów, która stała się tłem dla naszej duchowej podróży. Na miejscu naszą wiedzę o świecie i historii wzbogacało pięć lokalnych przewodniczek, które z pasją odkrywały przed nami tajemnice czterech odwiedzonych miast. Ich opowieści sprawiły, że mogliśmy głębiej zanurzyć się w kulturę i atmosferę Bałkanów.
Sercem naszej pielgrzymki były oczywiście miejsca święte. Nawiedziliśmy dwa przepiękne sanktuaria maryjne, gdzie każdy z nas mógł w ciszy powierzyć swoje intencje. Podjęliśmy również fizyczny i duchowy trud dwóch wymagających podejść górskich – na Križevac oraz Górę Objawień. Te tysiące kroków, stawianych pośród majestatycznych budynków, po bruku, kamieniach i kocich łbach krętych uliczek, a wreszcie na górskich szlakach, stały się naszą osobistą modlitwą w drodze. Chwilę wytchnienia i relaksu odnaleźliśmy pośród szumu wody przy malowniczych Wodospadach Kravica. Jednak pielgrzymka to nie tylko liczby. To przede wszystkim mnóstwo wspólnych rozmów, śmiechu, modlitw i chwil głębokiej kontemplacji. To także kilogramy zakupionych bałkańskich smakołyków i litry wypitych kaw oraz innych lokalnych trunków, które towarzyszyły naszym spotkaniom i budowaniu więzi. To była podróż, która na zawsze pozostanie w naszej pamięci – jako dowód na to, jak wielkie rzeczy mogą dziać się w sercach ludzi, którzy wspólnie wyruszają w drogę.
Na koniec tej pięknej przygody pragniemy z serca podziękować tym, bez których nie byłaby ona taka sama.
Dziękujemy naszym niezawodnym kierowcom – panu Markowi i panu Łukaszowi. Dziękujemy za to, że z mistrzowską precyzją prowadzili nas przez zawiłe, bałkańskie drogi i z anielską cierpliwością dbali o nasze bagaże.
Dziękujemy naszej wspaniałej pani pilot, Weronice, za to, że z ogromną wiedzą i jednocześnie niezwykłym poczuciem humoru odkrywała przed nami tajemnice tych ziem. Za jej nieustanną pomoc, uśmiech i dobre słowo. Doceniamy również to, jak cała trójka dbała o niepowtarzalny klimat podróży – od idealnie dobranej muzyki, przez trafione żarty i opowieści, aż po wybór najlepszych miejsc na postoje i zakupy.
Serdeczne „Bóg zapłać” kierujemy do naszych kapłanów – księdza Artura i księdza Sławomira – za duchową opiekę, przewodnictwo w modlitwie i wszelkie wsparcie.
Dziękujemy biuru podróży EMIRtravel Emir Kasprzycki za perfekcyjną i przemyślaną organizację całego wyjazdu.
Dziękujemy sobie nawzajem, wszystkim uczestnikom, za stworzenie wspaniałej, rodzinnej atmosfery.
A nade wszystko, dziękujemy Panu Bogu i Matce Bożej za ten błogosławiony czas, za opiekę i wszystkie łaski, których doświadczyliśmy.