Gdyby zapytać ludzi o to, co sądzą na temat posyłania nastolatków na tego typu akcję, można by było niejednokrotnie usłyszeć takie odpowiedzi: „zwykły wyjazd dla gorliwych chrześcijan, gdzie młodzież siedzi i całymi dniami się modli, marnuje czas i poświęca go na swoje wymysły, zamiast uczyć się i w domu po ludzku odmawiać paciorek” lub „nie puściłabym tam mojego dziecka, bo całą rodziną nie jesteśmy pewni naszej wiary i wyznania”. Ludzie tak tłumaczą swoją niechęć, nie mają pojęcia, ile wspaniałych przeżyć przez to tracą.
Trudno w to uwierzyć, ale jeśli przeżywasz kryzys zachwiania wiary lub po prostu uwielbiasz być blisko Boga, ten wyjazd jest w 100% dla ciebie. „Ładowarka” to miejsce, w którym naprawdę naładujesz się wiarą, łaską Bożą i szczęściem. Młodzi ludzie (pokuszę się nawet o określenie młodzi dorośli) prowadzący te rekolekcje pod pilnym okiem ks. Łukasza pokazują, jak kościół może wyglądać od innej strony. A życie z Bogiem wcale nie musi polegać tylko na modlitwie i nudnej codzienności. Animatorzy zajmujący się wszystkim, okazują wiele wsparcia, zrozumienia i zawsze służą pomocą. Przyznają sami, że ich relacja z Bogiem nie zawsze tak wyglądała, a oni też w pewnym momencie pogubili się na swojej drodze życia i wpadli w różnego rodzaju złe towarzystwo.
Nie można zarzucić „Ładowarce” również tego, iż było na niej nudno i straciło się czas. Każdego dnia mieliśmy mnóstwo zajęć. W piątek po zakwaterowaniu w domu pielgrzyma, czekała na nas kolacja, a następnie powitanie i przepiękna droga krzyżowa, która była idealnym momentem do rozmowy z Bogiem oraz do zadania mu pytań gnębiących nasze serce. W tym czasie mogliśmy się również udać na spowiedź, co było dobrą alternatywą dla osób, które nie miały jeszcze okazji się na nią wybrać. Pod koniec dnia był już czas wolny. Zazwyczaj atrakcje dnia kończyły się koło godziny 21.30, dlatego w pokojach mieliśmy być dopiero o 23.00. W sobotę działo się mnóstwo rzeczy. Braliśmy udział w konferencji, Q&A, zawodach czy dzielniach w grupkach, do których zostaliśmy przydzieleni. Największe na mnie wrażenie wywarł wspólnie obejrzany przez nas film animowany pt. “Chłopiec, kret, lis i koń”. Polecam zobaczyć każdemu. Porusza on wiele ważnych aspektów życia, o których często zapominamy. Zapadło mi także w pamięć dotkliwe uwielbienie. Gościł na nim Biskup, co dodało wzniosłości całości.
Mnie ten wyjazd zachwycił i na pewno zostanie w moim sercu, na długie lata. Jedyne do czego mogłabym się przyczepić, to powtarzalność planu weekendu z zeszłego roku. Jednak moim zdaniem i tak warto tam pojechać. Kto wie: może to tam zakochasz się w Bogu? A może spotkasz tam przyjaciela na lata?
Nikola Kmita